Komar, owad pospolity
rodzaj żeński jadowity.
Małe takie, niepozorne
na trucizny to odporne.
Kiedy tylko zmrok zapada
przez okienko skurwiel wpada
i gdy światła gasną w sali
słychać chuja już w oddali.
Bzyka pojeb całą noc,
nie pomoże nawet koc,
a gdy tylko rano wstajesz
to kurwicy wnet dostajesz
swędzi noga, swędzi ręka
a ten kurwa nie wymięka,
taki mały, a ma moc
i tak kurwa jest co noc !
*******************************************************
Po przez pola i trawniki,
zapierdala Myszka Miki
Za nią Donald głośno sapie,
czekaj kurwo ja Cię złapię.
A za nimi pszczółka Maja
co Guciowi liże jaja.
*******************************************************
Się ma heja czesc i czolem,
raz kolejny walcze z dolem.
meznie dzielnie i odwaznie,
dol mnie dopadl na powaznie.
by polozyc temu kres,
odspiewalem se "no stres"
choc mój glos niczym slowika,
dol się broni i nie znika.
coz mam poczac? co mam robic?
żeby przeciwnika dobic.
nie chce zlota ni pieniedzy,
spokoj chce do kurwy nedzy!
nuda rozpacz i tesknota,
skonczyc z soba jest ochota.
dol narasta, rosnie w sile,
już wspomnienia te nie mile,
ogarniaja umysl caly,
brak rechotu smiechu zwaly,
rozpacz bol i narzekanie.
kto do walki z dolem stanie?
kto wyciagnie dlon pomocna?
rano wieczor pora nocna.
bez wytchnienia z suchym ryjem,
z bronia kosa nawet kijem,
walczyc będzie przy mym boku.
kto dotrzyma w walce kroku?
raz na zawsze dobic huja!
sam to zrobie- alleluja!
*******************************************************
Ubikacjo! Ty ulgo moja! Ty jesteś jak zdrowie.
Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie,
Kto o późnej godzinie, chcąc ulżyć sobie, popędzi ku tobie.
Desko okrągła, co w jasnym tkwisz bakelicie
I jak brama otwierasz się o każdy świcie
Czeluść ochraniasz z tym jej wiecznym brudem!
I mnie, lokatora, do zdrowia przywróciłaś cudem.
Gdy od twardej poduszki pod twoją opiekę
Ofiarowany, zmęczoną podniosłem powiekę
I zaraz gnałem biegiem do twych świątyń progu
I usiadłem. Z radości chciałem grać na rogu.
Tak mnie przywołasz na sedesu łono,
Tymczasem wytrzyj moję dupę ubrudzoną
Na tych pagórkach leśnych i łąkach zielonych,
Szeroko nad błękitnym stawem rozciągnionych,
Na tych polach ubabranych gównem rozmaitem,
Uklepanych ręką, nogą i odbytem,
Gdzie w bór szły krowy, świeżo gnojówka pachniała,
Gdzie pan z wiejskim akcentem robi z siebie wała,
A wszystko przepasane jakby wstęgą, miedzą
Zieloną, na niej z rzadka moje stolce siedzą.